Bo Anioł Nigdy Nie Umiera: Anioł Światła
czwartek, 4 czerwca 2015
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Rozdział 3
Rezydencja Sebastiana Morgensterna, Pogranicze Francji
Izabella
Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna, ale wiedziałam że coś jest nie tak. Gdy otworzyłam oczy byłam w jakiejś komnacie, która była idealną repliką mrocznej komnaty z jakiegoś horroru. Moje nadgarstki były związane sznurem i to naprawdę solidnie. Czułam, że mam je zdrętwiałe. Zaprzestałam z nimi walki i rozejrzałam się po pokoju, ale było tak ciemno, że dopiero kiedy mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności, zobaczyłam kontury toaletki, szafy, wielkiej biblioteczki i biurka. Przy łóżku było dosunięte krzesło, na którym siedziała jakaś osoba, ale się nie odzywała. Wiedziałam jedynie, że to musiała być dziewczyna. Zaczynała się podnosić i miała już zamiar kierować się do drzwi, kiedy do niej szepnęłam:
-Nie odchodź, PROSZĘ!
W tedy dziewczyna się zatrzymała i zdjęła płaszcz. To była moja przyjaciółka- Victoria.
-Nie miałam takiego zamiaru Bell.
-Vici? Co ty tu robisz? I w ogóle gdzie my jesteśmy?-zapytałam z rozpaczą.
-Kiedy zemdlałaś Markus rozkazał mnie uwięzić w lochu, a ciebie zabrał do tej komnaty. Niestety zapomniał, że ja jestem czarownicą, która nawet w takiej sytuacji da sobie radę.- spojrzał na drzwi i skierowała swój wzrok na mnie- Później pogadamy, teraz jest najważniejsze, żebyś stąd się wydostała.-po tych słowach zaczęła rozwiązywać moje związane sznurem dłonie, ale w tym samym czasie do pokoju wszedł Markus.
Na jego widok poczułam chęć mu dołożyć. "Co on sobie myśli porywając mnie?"-pomyślałam z gniewem. Markus spoglądał to na mnie, to na Vici i uśmiechnął się z zadowoleniem.
-No nareszcie się obudziłaś Izabello. Już myślałem, że coś złego ci się stało.-jego wzrok był władczy, następnie spojrzał na Victorię i rzekł- Jednak zbyt słabo cię doceniłem czarownico.
-Najwidoczniej-odparła moja przyjaciółka, nie przestając go obserwować- Zostaw nas w spokoju, inaczej będziesz mieć tutaj za chwilę armię Nocnych Łowców.
-Nie boję się ich, a nawet chcę, żeby tutaj przybyli, kiedy nadejdzie Ceremonia Przemiany.-odparł z satysfakcją.
-Jaka Ceremonia Przemiany?-zapytałam z przerażeniem.
-Och, moja droga Izabello, to Ceremonia, w której zmienisz się w Mroczną Księżniczkę i nikt mi w tym nie przeszkodzi, nawet twoja przyjaciółka czarownica.-odparł z satysfakcją, po czym dodał-W tedy będziesz tylko i wyłącznie moja. Na zawsze!
-Chyba oszalałeś!-krzyknęłam z oburzeniem-Ja nigdy nie będę twoja!
Podszedł do mnie i złapał mnie jedną ręką za brodę. Jego usta były oddalone niecały centymetr od moich. Victoria próbowała się ruszyć, ale nie umiała nawet podnieść nogi. "Zaklęcie"-pomyślałam. Jego czarne, jak onyks oczy wwiercały się w moje. Pogłaskał mnie po policzku drugą dłonią, po czym mnie pocałował w usta. Jego pocałunek był natarczywy i smak niczym kwas. Wpadłam tylko na jeden pomysł. Ugryzłam go w wargę. Natychmiast się ode mnie odsunął i dotknął w miejsce, gdzie go ugryzłam i zobaczyłam krew. Ale nie była czerwona, tylko czarna. Spojrzał na mnie z niesmakiem, ale szybko zmieniło się w pewne siebie spojrzenie.
-Niedługo będziesz pragnąć moich pocałunków. Zobaczysz.-odparł, po czym spojrzał na Vici, po czym zwrócił się do swoich sługów, na których nie zwróciłam wcześniej uwagi-Zabierzcie ją do lochów, ale tym razem ją przypilnujcie lepiej. A i powiedzcie mojemu ojcu, że Izabella się obudziła i możemy zacząć Ceremonię.-dodał, kiedy zaczęli się oddalać z moją przyjaciółką.
Podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Policzek zaczął mnie piec. Zaczął zmierzać w stronę wyjścia. Gdy miał już zamknąć za sobą drzwi, powiedział jeszcze przez ramią.
-Niedługo będziesz Panią Ciemności, tak jak przepowiedziała wyrocznia. Nie miej nadziei, że ktoś po ciebie przyjdzie.-odparł z niezbyt pewnym siebie głosem. Jakby siebie przekonywał, a nie mnie-Nikt nie będzie ryzykować dla ciebie życia.-po czy zamknął drzwi na klucz.
Słyszałam jak się oddala, a ja myślałam tylko o jednej osobie. O Dagonie. Tylko on może mnie znaleźć. Skupiłam się jak tylko mogłam, aby myśleć o nim. Miałam nadzieję, że dzięki temu uda mu mnie zlokalizować i przybyć na ratunek.
Minęła godzina i już traciłam wiarę, że dzięki temu że o nim myślę mnie znajdzie, ale w tedy usłyszałam trzask lecącego na ziemię szkła. Odwróciłam się i sobaczyłam Dagona w jej anielskiej postaci: rozłożyste białe skrzydła, srebrzysty struj, a za plecami miał upięto miecz, niczym kołczan. Spojrzał w swoimi złotymi oczami na mnie i podbiegł do mnie. W tedy myślałam, że wszystko będzie dobrze, kiedy mnie uwolnił z więzów, jednak się pomyliłam, gdyż do pokoju wbiegły demony. Dagon na tą sytuację krzyknął w moją stroną tylko jedno słowo:
-UCIEKAJ!
Pobiegłam do drzwi i wybiegłam na korytarz. Demony na mnie nie zwracały uwagi, a ja biegłam jak najdalej od nich. Jak najdalej od tego wszystkiego.
Jak najdalej do Markusa.
*********************************************************************************
I co wy na to? Wiem, że długo nie pisałam, ale mam nadzieję, że wam się spodoba rozdział. Proszę o komentarze o ocenie bloga. Na razie to wszystko z mojej strony. Do zobaczenia. Elena ;*
niedziela, 24 maja 2015
Rozdział 2
Izabella
Gdy spoglądałam na Victorię nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. "Jakim cudem ona umie coś takiego robić?"-zastanawiałam się w myślach. A jeśli ona... Nie przecież w tym nie miałoby sensu. Ona i Diego porozumiewali się bez słów, ale dlaczego mnie oszukiwali? I co oznacza "naznaczona"? Vici unikała mojego wzroku i kiedy sobie wszystko poukładałam zadałam w końcu pytanie, które męczyło mnie od początku tego całego zajścia:
-Co się do diaska dzieje? Kim wy jesteście? I o co chodziło Markusowi z tą "naznaczoną"?
-Okej, to na które pytanie mam najpierw odpowiedzieć?-spojrzała na mnie moja przyjaciółka z nieśmiałym uśmiechem na twarzy.
-Może od początku?-zaproponowałam.
-Dobra no więc Markus chce cię schwytać, bo uważa cię za wyjątkową, bo sądzi, że masz w sobie krew anioła Razjela. Ale nie martw się Dagon się nimi zajmie.Tak przynajmniej sądzę.-odparła z niezbyt zachęcającą miną.
-Dagon? Przecież on ma na imię Diego?-odparłam zdziwiona po czym dodałam przypominając sobie coś ważnego-A przypadkiem nie nazywa się tak jeden z upadłych aniołów?
-Co jest na anioła? Przecież to nie możliwe, żeby pokonali anioła.
Miałam nadzieję że czar jaki rzuciła na drzwi wytrzyma to wszystko, ale niestety przeliczyłam się za bardzo. Drzwi do łazienki eksplodowały, a my upadłyśmy na zimne kafelki tak nagle że nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam wielką ziejącą w ścianie dziurę, a w niej stał Markus. Nigdzie nie widziałam Dagona ale wiedziałam, że gdzieś tam jest, gdyż słyszę jego protesty.
-Nawet o tym nie myśl Markusie! Vici nie pozwól mu zabrać Izabelli-krzyczał desperacko do mojej przyjaciółki. Niestety była nieprzytomna, a Markus już podchodził do mnie z ociąganiem
-Nie on ma na imię Dagon. Diego to tylko przykrywka, żeby cię chronić.-odparła moja przyjaciółka.-I tak to imię upadłego anioła, ale nasz Dagon to syn Razjela i nie ma w sobie ani grama mroku.
-Jak to syn Razjela?-zdziwiłam się ale nie chciałam o tym dłużej gadać, wiec zmieniłam temat-Ale czemu niby ma mnie chronić? Przecież ja nie jestem wyjątkowa, nawet nie wiem czy to się naprawdę dzieje.-odparłam chodząc w tę i z powrotem. Zawsze tak robię kiedy jestem naprawdę zdenerwowana.
-Och nie martw się to się naprawdę się dzieje, ale jeśli Markus cie złapie w swoje sidła, to będzie z nami naprawdę źle.
-O czym ty mówisz?-zapytałam się zdziwiona. przecież nie jestem żadną naznaczoną, czy kim tam przez nich i Markusa uznawana.
-Ach no tak nic nie pamiętasz. Dzięki tej swojej decyzji która miała nas uratować, a tak naprawdę to była nasza ochrona tymczasowa.-odparła z ironią w głosie Victoria, ale kiedy spojrzała na mnie opanowała się trochę i odparła-Przeprasza, nie umiem nadal uwierzyć, że nic nie pamiętasz z tego jak razem się bawiłyśmy, trenowałyśmy i że nie pamiętasz nawet tego kim są twoi rodzice.
-Przecież wiem kim są-odparłam z niezadowoleniem- Mój tata Simon jest informatykiem, a moja mama Izabelle jest nauczycielką w szkole wojskowej.
-Nie twoi przyszywani rodzice, ale prawdziwi Jonathan i Clarissa Heronalde-odparła ze złością w głosie moja przyjaciółka.-Są najważniejszymi osobami w całym Clave, a może nawet w całym Idrisie!-te ostatnie słowo prawie że wykrzyczała.
Nagle coś walnęło w drzwi łazienki, jakby chciało się tutaj dostać za wszelką cenę. Victoria była bardzo wystraszona tym zajściem.
-Co się dzieje na anioła!-krzyknęła-Przecież nie mogli tak po prostu pokonać ANIOŁA!
Miałam nadzieję, że bariera, którą stworzyła Victoria, nas ochroni przed tymi, co podobno chcieli mnie porwać. Niestety przeliczyłam się. Drzwi do łazienki eksplodowały i rzuciło nas na zimne kafelki. Byłam zdezorientowana. Spojrzałam w stronę, gdzie były niegdyś drzwi, gdzie teraz ziała wielka na półtora metra dziura. Zobaczyłam stojącej w niej Markusa. Miał na twarzy uśmiech satysfakcji, taki jaki mają czasami w filmach złoczyńcy. Nie widziałam nigdzie Dagona, ale wiedziałam, że gdzieś tam jest, gdyż słyszałam jak protestuje.
-Nie zabierzesz jej stąd Markusie. Prędzej zginę.-krzyknął anioł.
-Nie zabierzesz jej stąd Markusie. Prędzej zginę.-krzyknął anioł.
-Jak sobie życzysz Dagonie-odparł chłopak.
Spojrzałam z przerażeniem na Markusa, który podchodził do mnie leniwym krokiem. Patrzył na mnie, jakby właśnie miał otrzymać jakąś niewyobrażalną nagrodę. Kucnął przy mnie i zbliżał swoją dłoń do moich włosów. Próbowałam mu nie dać tej satysfakcji, ale niestety byłam zbyt słaba, żeby się odsunąć. Spoglądał na mnie i wiedziałam, że on już wygrał. Jeden z jego sług, chciał właśnie zabić Victorię, ale Markus go powstrzymał gestem ręki. Powiedział do niego:
-Zostaw ją, może się jeszcze przydać. Mamy to, po co przyszliśmy-spojrzał na mnie i zaczął głaskać mnie po włosach i powiedział-Niedługo wszystko zrozumiesz kochanie, zobaczysz, jeszcze będziesz mi dziękować.
-Wątpię-odparłam resztkami sił.
Potem zobaczyłam, jak biegnie do nas Dagon, ale za późno o kilka sekund. Markus pstryknął palcami, a my znaleźliśmy się w jakimś innym miejscu, który przypominał pałac, ale mroczny. Miałam właśnie krzyczeć, ale w tedy zobaczyłam ogarniającą mnie ciemność ze wszystkich stron. Zemdlałam.
*********************************************************************************
I jak wam się podoba? Proszę o komentowanie postów. Do zobaczenie. Elena:*
I jak wam się podoba? Proszę o komentowanie postów. Do zobaczenie. Elena:*
sobota, 23 maja 2015
Rozdział 1
Czasy obecne: Paryż
Izabella
Zbliżał się koniec roku szkolnego. Miałam w tym roku jechać na wakacje z rodzicami do Włoch. No cóż zawsze chciałam tam pojechać i w końcu moje marzenia się spełniają. Jednak, aby pojechać na moje upragnione wakacje, muszę zdać ostatni test w mojej szkole z internatem w Liceum Saint Joseph. Na szczęście jest to egzamin z historii, więc pójdzie gładko. Przynajmniej mam taką nadzieję. Pani Lautier to najlepsza nauczycielka w całej szkole. Uważa mnie za najlepszą uczennicę jaką kiedykolwiek uczyła. Gdy weszłam do sali, gdzie był przeprowadzany egzamin zobaczyłam Diego - syna dyrektora liceum. No więc był to najprzystojniejszy chłopak w całej mojej klasie. W sumie to moim zdaniem wygląda, jak anioł z tymi swoimi złotymi włosami i błękitnymi oczami. Jest moim najlepszym przyjacielem od dziecka. Zawsze chciałam powiedzieć mu co do nie go czuję, ale nigdy nie zdobyłam się na odwagę. I nigdy się nie zdobędę. Boję się odtrącenia i nie chcę zniszczyć tego co mam, chociaż moja przyjaciółka oraz współlokatorka pokoju Victoria mówi mi, że powinnam mu podpowiedzieć że mi się podoba (i to bardzo). Niestety nie wiem co powinnam zrobić. w końcu jestem tylko zwyczajną dziewczyną, a on synem dyrektora i sławnej aktorki. Diego utkwił swój wzrok na mnie jakby zastanawiał się co zrobić. Umówiliśmy się z Victorią że po egzaminie pójdziemy do naszej ulubionej kafejki. Gdy zajęłam miejsce w ławce nauczycielka rozdała arkusze i mieliśmy czas półtorej godziny na rozwiązanie zadań. Ja skończyłam w pół godziny wcześniej. Pani Lautier podeszła do mnie i zapytała się czy chcę już oddać arkusz odpowiedziałam szeptem aby nie przeszkadzać reszcie uczniom. Wyszłam z klasy i poszłam do biblioteki aby poczytać sobie co nie co o dawnych legendach angielskich. Po piętnastu minutach Diego i Victoria pojawili się w bibliotece i razem wyszliśmy ze szkoły jutro będziemy się pakować i wyjeżdżać do domu. Victoria mieszka w Pantin ale mam zamiar pojechać do niej na tydzień po powrocie z Włoch. Wchodząc do kafejki zobaczyłam pewnego mężczyznę który był ubrany w czarny strój, który zasłaniał mu prawie wszystko oprócz głowy. Na dłoniach miał czarne skórzane rękawiczki. Gdy odwrócił się zobaczyłam jego twarz. w tedy się wystraszyłam. Wyglądał dokładnie tak jak z mojego snu, w którym ratuje mnie przed jakimś potworem. Pamiętam jeszcze, że we śnie występował jeszcze ktoś, ale niestety nie pamiętam kto. Mężczyzna patrzył na mnie uważnie swoimi błękitnymi jak niebo oczami. Na jego czole pojawiła się zmarszczka, ale znikła tak samo szybko, jak się pojawiła. Diego zaproponował, że weźmie nam menu, a my za ten czas miałyśmy znaleźć miejsce dla nas. Gdy w końcu znalazłyśmy miejsce przy oknie Vici nie wytrzymała i zapytała się mnie z niezadowoleniem w głosie:
-Do diaska, Izabello co to wyprawiasz?
-Nie wiem o czym mówisz, Vici?- zdziwiłam się nagłym wybuchem przyjaciółki.
-Och, dobrze wiesz o czym mówię Bello!- krzyknęła - Dlaczego nie chcesz wyznać Diego, że on ci się podoba?! Przecież widać, że on coś do ciebie czuję!
Spojrzałam w stronę Diego, ale nie widziałam go nigdzie w pobliżu. Byłam tą sytuacją trochę zdziwiona, ale możliwe że jego tata do niego zadzwonił i musiał odebrać. W tedy zobaczyłam jak Diego wbiega do kafejki i szuka nas wzrokiem. Gdy nasze spojrzenia się stykają i widzę na jego twarzy wyraz ulgi. Podbiegł do nas szybko i zabrał nas pod ramię i zaczynał nas wyprowadzać z kawiarni.
-Musimy już iść.
-Ale dopiero co przyszliśmy tutaj.- zaprotestowałam i wyplątałam się z jego uścisku.
-Izabello, później ci wszystko wytłumaczę, ale teraz proszę chodź z nami bo tutaj nikt nie jest bezpieczny - spoglądał za siebie tak jakby miały wyskoczyć jakieś potwory, ale jak zaledwie o tym pomyślałam do kawiarni weszły trzy zakapturzone postacie. Były ubrane w czerwone, jak krew płaszcze. Wyglądali dokładnie tak jak w moim koszmarze. Zobaczyłam jak spoglądają w naszą stronę. Jeden z nich utkwił we mnie wzrok. W tedy spojrzałam na Diego, który był cały spięty. Spojrzał na Vici i coś powiedział do niej, ale nie zrozumiałam co. Ona kiwnęła głową i podeszła do mnie i powiedziała:
-Izabello musimy stąd wyjść i to natychmiast!
Pociągnęła mnie w stronę stronę drugich drzwi ale i w nich nagle pojawiły się zakapturzone postacie. Zostaliśmy otoczeni. Vici wyglądała na niezadowoloną, ale nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam się przyjaciółki:
-O co w tym wszystkim chodzi?
-Bello nie czas na wyjaśnienia, musimy stąd uciekać i to zaraz.-w tedy spojrzała za siebie i znalazła chyba tego czego teraz potrzebowała bo na jej twarzy pojawił się uśmiech satysfakcji.-Szybo Bello, musimy ukryć się w łazience.-i pociągnęła mnie w tamta stronę. Nie protestowałam. Wiedziałam co zaraz się stanie. Postacie zdjęły kaptury i zobaczyłam ich twarze, ale tylko jedna osoba była mi znana, a był to Markus nasz kolega z klasy. Wwiercał w mnie swój wzrok czarnych, jak onyks oczu. Gdy byłyśmy w połowie drogi do łazienki, nagle usłyszałam jego rozkaz do jego towarzyszy.
-Przyprowadźcie naznaczoną do mnie, a pozostałych-spojrzał na mnie intensywnie i dokończył polecenie-zabijcie.
W tedy Diego zmienił swoją postać w ... Anioła! Victoria wepchnęła mnie do łazienki i zamknęła za sobą drzwi. W tedy o mały włos nie zostałaby trafiona sztyletem w głowę. Moja przyjaciółka odsunęła się od drzwi i wymamrotała jakieś słowa, W tedy sobaczyłam jak otacza nas bariera ochronna przez którą nie można się przedrzeć. W tedy spojrzała na mnie i powiedziała:
-Dobra Izabello, chyba jestem ci winna wyjaśnienia.
-Nie wątpię-odparłam spoglądając na moją przyjaciółkę "czarownicę".
*****************************************************************************
I jak podoba wam się? Przepraszam, że tak długo nie pisałam ale mam nadzieję że wam to niedługo zrekompensuję :) Do usłyszenia niedługo. Pa :*
środa, 29 kwietnia 2015
Powracam !!!
Przepraszam was, że tak długo mnie nie było ale zastanawiałam się czy przypadkiem nie zakończyć działalności na tym blogu. Postanowiłam jednak, że nadal będę pisać (na prośbę mojej najlepszej przyjaciółki). Możliwe że jutro dodam pierwszy rozdział. Jednak moje wpisy nie będą regularnie się pojawiać na blogu (wiecie koniec roku i te sprawy). Jednak nie chcę zawieść niektórych osób, które (taką mam nadzieję) chcą czytać to co piszę. Bardzo będę wdzięczna za każdy komentarz. Na razie tyle z mojej strony. Do zobaczenia. Elena :*
środa, 1 kwietnia 2015
Prolog
Idris, 4 lata wcześniej
Już od trzech dni szalała wojna Do Idrysu pragnęły wkroczyć zastępy demonów, jednak anioł Dagon powstrzymywał je przed przedostanie się do miasta do czasu, aż córka konsula Jonathana i inkwizytorski Clarissy -Izabella - będzie bezpieczna w innym miejscu. Niestety, aby tak się stało, musiałaby zapomnieć kim tak naprawdę jest, inaczej demoniczny brat Clary- Sebastian- i jego syn Enrike wykorzystali by ją do ich własnych celów. Do mrocznych celów, które miały sprawić, że aniołowie przestali by istnieć, a każda cząstka światła jaka istnieje na Ziemi zostałaby zamieniona w mrok. Dla dobra ogółu Izabella podczas zwołanej narady Clave, (mimo że jeszcze nie ukończyła osiemnaście lat mogła uczestniczyć w naradzie, gdyż posiadała błogosławieństwo samego anioła Razjela) podniosłą się ze swojego miejsca i rzekła:
-Nie możemy tak siedzieć i bezczynnie czekać. Przecież w każdej chwili armia ciemności może wkroczyć do Idrysu i wszystkich zabić.
-Więc co takiego mamy zrobić naznaczono Razjela?- zapytał się przedstawiciel wampirów Rodrigo.
Wszystkie oczy były teraz skierowane na nią. Nienawidziła tego określenie "naznaczona" jakby była kimś innym, niż tak naprawdę, a jest Nocną Łowczynią. Wzięła głęboki oddech i odrzekła:
-Uważam, że powinnam zniknąć na jakiś czas z miasta.
Na sali zapadła grobowa cisza. Jednak po minucie wstali ze swoich miejsc jej rodzice. Jonathan wiedział, że Izabella posłucha Clary, więc pozwolił jej przemówić jako pierwszej.
-Ja się na to nie zgadzam kochanie. Na pewno jest jakiś inny sposób, niż utrata pamięci i wyjazd z Idrysu.
-Mamo, proszę- zaczęła mówić jej córka, ze smutkiem- Jaki niby można znaleźć sposób, skoro to o mnie im chodzi, a nie o was. Najlepiej będzie, jeśli zapomnę o wszystkim, co tutaj się wydarzyło i zniknę z miasta, dzięki czemu będziecie mogli normalnie żyć.
-Może będziemy normalnie żyć, ale co to będę mieć za życie bez ciebie córeczko, powinnaś brać pod uwagę to, że my będziemy wszystko pamiętać.-Jej matka zaczęła popadać w histerię.
-Mama, proszę...
-Nie Izabello!- przerwał jej zdenerwowanym głosem jej ojciec.- To my ciebie prosimy, abyś nie popełniała pochopnych decyzji. Uważasz, że to dla naszego dobra, ale ty uwielbiasz się poświęcać.
-Tak jak ty kiedyś, Jonathanie- powiedział to wstając z miejsca czarownica Alyson Moriarty.-W sumie to się nie dziwię, w końcu jest twoją kochaną córeczką.-Powiedziała to z jadowitym uśmiechem na twarzy.
-Nie prosił cię nikt o zdanie Alyson-powiedział to mężczyzna w kapturze, ale Izabella wiedziała kto to był. To był jej dziadek-Valentine.
-Nikt ciebie tu nie zapraszał, Valentine- Zaczęła mówić czarownica, ale Izabella jaj przerwał.
-Właśnie, że jest zaproszony-powiedziała oburzonym tonem- i jeśli nie chcesz zostać zamieniona w kupkę popiołu, to radzę ci się zamknąć.
Po tych słowach czarownica z niezadowoleniem umilkła i nie odezwała się do końca narady.
-Izabello, powinnaś najpierw się dobrze zastanowić nim podejmiesz decyzję-zwrócił się łagodnym głosem konsul do córki.
-Tylko, że ja już podjęłam decyzję i nie mam zamiaru jej zmieniać.
Nagle do sali pojawił się anioł Dagon. Na jego twarzy było widać niedowierzanie. Clary z troską o opiekuna jaj córki, była bardzo zmartwiona. Podeszłą do niego, aby pomóc mu dojść do miejsca, dla niego wyznaczonego przez Clave. Kiedy umiał złapać już oddech, zaczął mówić:
-Demony się wycofują, ale nie bez powodu. Ktoś musiał wezwać mojego ojca, bo tylko jego moc jest skłonna zabić tyle demonów w jednym momencie. Nie wiem jednak kto.
-Ja chyba wiem, kto wezwał anioła Razjela-powiedziała to inkwizytora.
-Niby kto?-spytał się zaskoczony Dagon.
-Izabello?- zwróciła się do córki Clary,-Czy jesteś pewna, że nie ma innej możliwości?
-Clery?!-krzyknął z oburzeniem jej mąż.
-Jace, jeśli to jedyna nadzieja, aby Izabella mogła normalnie żyć i mogła być bezpieczna, to z wielkim bólem serca zgadzam się na to, aby nasza córka zapomniała o tym, co się tutaj wydarzyło i wyjechała z Idrysu, ale pod jednym warunkiem.-powiedziała to spoglądając z rozpaczą na córkę.
-Pod jakim warunkiem?-zapytała Izabella
-Chcę, aby twoje prawdziwe wspomnienia były ukryte w kryształowym naszyjniku i jeśli będzie to konieczne, to kiedy go zniszczysz powrócą ci wspomnienia i zostaniesz w Idrysie do czasu dopełnienia się proroctwa.
-Dobrze-zgodziła się Izabella.
-A i jeszcze coś?-Przypomniała sobie nagle o czymś ważnym Clary.
-Niby co takiego, mamo?-spytała się zdziwiona Izabella.
-Dagon ma być przy tobie-odrzekła jej matka.
-Ale..?
-Żadnych "ale" Izabello, dzięki temu będę wiedzieć razem z twoim ojcem, że nic ci nie grozi.
-No dobrze, zgoda; niech będzie. Ale co jeśli Dagon się nie zgadza?-spytała się matki Izabella.
-A co jeśli się zgadzam, Izabello?-spytał się swojej przyjaciółki anioł.
Zrezygnowana Izabella, zgodziła się na propozycję matki. Nie chciała jej zasmucić, więc przytuliła ją mocno po raz ostatni. Wiedział, że zapomni kołysanek śpiewanych przez matkę, kiedy bała się będąc małą dziewczynką ciemności, bo myślała, że czyhają tam demony. Zapomni jak tata uczył ją strzelać z łuku i posługiwać się serafickimi ostrzami, a ciocia Izabelle uczyłą ją posługiwać się biczem z elektrum. No i oczywiście zapomni o swojej młodej siostrze Amelii i bracie Willu. Jeszcze o starszej siostrze Adalin i bracie Ianie, który ją uratował przed wilkołakiem, ale przez to został zamieniony w wilkołaka. Niestety jej obowiązkiem jest ochrona Idrysy, aby Łowcy którzy w nim mieszkają, mogli być bezpieczni. W szczególności jej rodzina i najbliżsi.
Do sali wszedł nagle Anioł Razjel, na co Nocni Łowcy odpowiedzieli uklęknięciem. Izabella z szacunku dla swojego nauczyciela, także to zrobiła. Anioł zwrócił się do niej tymi słowami:
-Wstań dziecko.-po tych słowach wstała i czekała na to co się stanie-czy jesteś pewna tego co chcesz zrobić?-spytał się z zatroskanym głosem jej nauczyciel.
-Tak, aniele Razjelu, jestem pewna tego co chcę zrobić-odparłam Izabella z pewnym siebie głosem.
-Więc niech tak będzie-po czym Izabella straciła przytomność.
***********************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Komentujcie i piszcie, gdzie możliwie zrobiłam błąd lub co muszę według was poprawić. Do zobaczenia wkrótce. Elena ;*
wtorek, 31 marca 2015
Witajcie :)
Postanowiłam od dzisiaj pisać tego bloga, aby podzielić się z wami moim pomysłem na kontynuację ,,Darów Anioła''. Wiem że powstało wiele stronek z pomysłem na kontynuację, ale mam nadzieję, że spodoba się wam taki pomysł jaki ja mam w swojej głowie. No dobrze to na razie kończę możliwe, że jutro będzie prolog, ale nie chcę was rozczarować, więc do zobaczenia i mam nadzieję że będziecie zaglądać dosyć często na mojego bloga . Pa!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)