Rozdział 1
Czasy obecne: Paryż
Izabella
Zbliżał się koniec roku szkolnego. Miałam w tym roku jechać na wakacje z rodzicami do Włoch. No cóż zawsze chciałam tam pojechać i w końcu moje marzenia się spełniają. Jednak, aby pojechać na moje upragnione wakacje, muszę zdać ostatni test w mojej szkole z internatem w Liceum Saint Joseph. Na szczęście jest to egzamin z historii, więc pójdzie gładko. Przynajmniej mam taką nadzieję. Pani Lautier to najlepsza nauczycielka w całej szkole. Uważa mnie za najlepszą uczennicę jaką kiedykolwiek uczyła. Gdy weszłam do sali, gdzie był przeprowadzany egzamin zobaczyłam Diego - syna dyrektora liceum. No więc był to najprzystojniejszy chłopak w całej mojej klasie. W sumie to moim zdaniem wygląda, jak anioł z tymi swoimi złotymi włosami i błękitnymi oczami. Jest moim najlepszym przyjacielem od dziecka. Zawsze chciałam powiedzieć mu co do nie go czuję, ale nigdy nie zdobyłam się na odwagę. I nigdy się nie zdobędę. Boję się odtrącenia i nie chcę zniszczyć tego co mam, chociaż moja przyjaciółka oraz współlokatorka pokoju Victoria mówi mi, że powinnam mu podpowiedzieć że mi się podoba (i to bardzo). Niestety nie wiem co powinnam zrobić. w końcu jestem tylko zwyczajną dziewczyną, a on synem dyrektora i sławnej aktorki. Diego utkwił swój wzrok na mnie jakby zastanawiał się co zrobić. Umówiliśmy się z Victorią że po egzaminie pójdziemy do naszej ulubionej kafejki. Gdy zajęłam miejsce w ławce nauczycielka rozdała arkusze i mieliśmy czas półtorej godziny na rozwiązanie zadań. Ja skończyłam w pół godziny wcześniej. Pani Lautier podeszła do mnie i zapytała się czy chcę już oddać arkusz odpowiedziałam szeptem aby nie przeszkadzać reszcie uczniom. Wyszłam z klasy i poszłam do biblioteki aby poczytać sobie co nie co o dawnych legendach angielskich. Po piętnastu minutach Diego i Victoria pojawili się w bibliotece i razem wyszliśmy ze szkoły jutro będziemy się pakować i wyjeżdżać do domu. Victoria mieszka w Pantin ale mam zamiar pojechać do niej na tydzień po powrocie z Włoch. Wchodząc do kafejki zobaczyłam pewnego mężczyznę który był ubrany w czarny strój, który zasłaniał mu prawie wszystko oprócz głowy. Na dłoniach miał czarne skórzane rękawiczki. Gdy odwrócił się zobaczyłam jego twarz. w tedy się wystraszyłam. Wyglądał dokładnie tak jak z mojego snu, w którym ratuje mnie przed jakimś potworem. Pamiętam jeszcze, że we śnie występował jeszcze ktoś, ale niestety nie pamiętam kto. Mężczyzna patrzył na mnie uważnie swoimi błękitnymi jak niebo oczami. Na jego czole pojawiła się zmarszczka, ale znikła tak samo szybko, jak się pojawiła. Diego zaproponował, że weźmie nam menu, a my za ten czas miałyśmy znaleźć miejsce dla nas. Gdy w końcu znalazłyśmy miejsce przy oknie Vici nie wytrzymała i zapytała się mnie z niezadowoleniem w głosie:
-Do diaska, Izabello co to wyprawiasz?
-Nie wiem o czym mówisz, Vici?- zdziwiłam się nagłym wybuchem przyjaciółki.
-Och, dobrze wiesz o czym mówię Bello!- krzyknęła - Dlaczego nie chcesz wyznać Diego, że on ci się podoba?! Przecież widać, że on coś do ciebie czuję!
Spojrzałam w stronę Diego, ale nie widziałam go nigdzie w pobliżu. Byłam tą sytuacją trochę zdziwiona, ale możliwe że jego tata do niego zadzwonił i musiał odebrać. W tedy zobaczyłam jak Diego wbiega do kafejki i szuka nas wzrokiem. Gdy nasze spojrzenia się stykają i widzę na jego twarzy wyraz ulgi. Podbiegł do nas szybko i zabrał nas pod ramię i zaczynał nas wyprowadzać z kawiarni.
-Musimy już iść.
-Ale dopiero co przyszliśmy tutaj.- zaprotestowałam i wyplątałam się z jego uścisku.
-Izabello, później ci wszystko wytłumaczę, ale teraz proszę chodź z nami bo tutaj nikt nie jest bezpieczny - spoglądał za siebie tak jakby miały wyskoczyć jakieś potwory, ale jak zaledwie o tym pomyślałam do kawiarni weszły trzy zakapturzone postacie. Były ubrane w czerwone, jak krew płaszcze. Wyglądali dokładnie tak jak w moim koszmarze. Zobaczyłam jak spoglądają w naszą stronę. Jeden z nich utkwił we mnie wzrok. W tedy spojrzałam na Diego, który był cały spięty. Spojrzał na Vici i coś powiedział do niej, ale nie zrozumiałam co. Ona kiwnęła głową i podeszła do mnie i powiedziała:
-Izabello musimy stąd wyjść i to natychmiast!
Pociągnęła mnie w stronę stronę drugich drzwi ale i w nich nagle pojawiły się zakapturzone postacie. Zostaliśmy otoczeni. Vici wyglądała na niezadowoloną, ale nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam się przyjaciółki:
-O co w tym wszystkim chodzi?
-Bello nie czas na wyjaśnienia, musimy stąd uciekać i to zaraz.-w tedy spojrzała za siebie i znalazła chyba tego czego teraz potrzebowała bo na jej twarzy pojawił się uśmiech satysfakcji.-Szybo Bello, musimy ukryć się w łazience.-i pociągnęła mnie w tamta stronę. Nie protestowałam. Wiedziałam co zaraz się stanie. Postacie zdjęły kaptury i zobaczyłam ich twarze, ale tylko jedna osoba była mi znana, a był to Markus nasz kolega z klasy. Wwiercał w mnie swój wzrok czarnych, jak onyks oczu. Gdy byłyśmy w połowie drogi do łazienki, nagle usłyszałam jego rozkaz do jego towarzyszy.
-Przyprowadźcie naznaczoną do mnie, a pozostałych-spojrzał na mnie intensywnie i dokończył polecenie-zabijcie.
W tedy Diego zmienił swoją postać w ... Anioła! Victoria wepchnęła mnie do łazienki i zamknęła za sobą drzwi. W tedy o mały włos nie zostałaby trafiona sztyletem w głowę. Moja przyjaciółka odsunęła się od drzwi i wymamrotała jakieś słowa, W tedy sobaczyłam jak otacza nas bariera ochronna przez którą nie można się przedrzeć. W tedy spojrzała na mnie i powiedziała:
-Dobra Izabello, chyba jestem ci winna wyjaśnienia.
-Nie wątpię-odparłam spoglądając na moją przyjaciółkę "czarownicę".
*****************************************************************************
I jak podoba wam się? Przepraszam, że tak długo nie pisałam ale mam nadzieję że wam to niedługo zrekompensuję :) Do usłyszenia niedługo. Pa :*
Bardzo ciekawy rozdział :3 Trzymaj tak dalej <3
OdpowiedzUsuńDziękuję ;)
OdpowiedzUsuń