niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 2

Izabella

Gdy spoglądałam na Victorię nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. "Jakim cudem ona umie coś takiego robić?"-zastanawiałam się w myślach. A jeśli ona... Nie przecież w tym nie miałoby sensu. Ona i Diego porozumiewali się bez słów, ale dlaczego mnie oszukiwali? I co oznacza "naznaczona"? Vici unikała mojego wzroku i kiedy sobie wszystko poukładałam  zadałam w końcu pytanie, które męczyło mnie od początku tego całego zajścia: 

-Co się do diaska dzieje? Kim wy jesteście? I o co chodziło Markusowi z tą "naznaczoną"?

-Okej, to na które pytanie mam najpierw odpowiedzieć?-spojrzała na mnie moja przyjaciółka z nieśmiałym uśmiechem na twarzy.

-Może od początku?-zaproponowałam.

-Dobra no więc Markus chce cię schwytać, bo uważa cię za wyjątkową, bo sądzi, że masz w sobie krew anioła Razjela. Ale nie martw się Dagon się nimi zajmie.Tak przynajmniej sądzę.-odparła z niezbyt zachęcającą miną.

-Dagon? Przecież on ma na imię Diego?-odparłam zdziwiona po czym dodałam przypominając sobie coś ważnego-A przypadkiem nie nazywa się tak jeden z upadłych aniołów?
-Co jest na anioła? Przecież to nie możliwe, żeby pokonali anioła.
Miałam nadzieję że czar jaki rzuciła na drzwi wytrzyma to wszystko, ale niestety przeliczyłam się za bardzo. Drzwi do łazienki eksplodowały, a my upadłyśmy na zimne kafelki tak nagle że nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam wielką ziejącą w ścianie dziurę, a w niej stał Markus. Nigdzie nie widziałam Dagona ale wiedziałam, że gdzieś tam jest, gdyż słyszę jego protesty.
-Nawet o tym nie myśl Markusie! Vici nie pozwól mu zabrać Izabelli-krzyczał desperacko do mojej przyjaciółki. Niestety była nieprzytomna, a Markus już podchodził do mnie z ociąganiem 

-Nie on ma na imię Dagon. Diego to tylko przykrywka, żeby cię chronić.-odparła moja przyjaciółka.-I tak to imię upadłego anioła, ale nasz Dagon to syn Razjela i nie ma w sobie ani grama mroku.

 -Jak to syn Razjela?-zdziwiłam się ale nie chciałam o tym dłużej gadać, wiec zmieniłam temat-Ale czemu niby ma mnie chronić? Przecież ja nie jestem wyjątkowa, nawet nie wiem czy to się naprawdę dzieje.-odparłam chodząc w tę i z powrotem. Zawsze tak robię kiedy jestem naprawdę zdenerwowana.

-Och nie martw się to się naprawdę się dzieje, ale jeśli Markus cie złapie w swoje sidła, to będzie z nami naprawdę źle. 

-O czym ty mówisz?-zapytałam się zdziwiona. przecież nie jestem żadną naznaczoną, czy kim tam przez nich i Markusa uznawana.

-Ach no tak nic nie pamiętasz. Dzięki tej swojej decyzji która miała nas uratować, a tak naprawdę to była nasza ochrona tymczasowa.-odparła z ironią w głosie Victoria, ale kiedy spojrzała na mnie opanowała się trochę i odparła-Przeprasza, nie umiem nadal uwierzyć, że nic nie pamiętasz z tego jak razem się bawiłyśmy, trenowałyśmy i że nie pamiętasz nawet tego kim są twoi rodzice.

-Przecież wiem kim są-odparłam z niezadowoleniem- Mój tata Simon jest informatykiem, a moja mama Izabelle jest nauczycielką w szkole wojskowej.

-Nie twoi przyszywani rodzice, ale prawdziwi Jonathan i Clarissa Heronalde-odparła ze złością w głosie moja przyjaciółka.-Są najważniejszymi osobami w całym Clave, a może nawet w całym Idrisie!-te ostatnie słowo prawie że wykrzyczała.

Nagle coś walnęło w drzwi łazienki, jakby chciało się tutaj dostać za wszelką cenę. Victoria była bardzo wystraszona tym zajściem.

-Co się dzieje na anioła!-krzyknęła-Przecież nie mogli tak po prostu pokonać ANIOŁA!

Miałam nadzieję, że bariera, którą stworzyła Victoria, nas ochroni przed tymi, co podobno chcieli mnie porwać. Niestety przeliczyłam się. Drzwi do łazienki eksplodowały i rzuciło nas na zimne kafelki. Byłam zdezorientowana. Spojrzałam w stronę, gdzie były niegdyś drzwi, gdzie teraz ziała wielka na półtora metra dziura. Zobaczyłam stojącej w niej Markusa. Miał na twarzy uśmiech satysfakcji, taki jaki mają czasami w filmach złoczyńcy. Nie widziałam nigdzie Dagona, ale wiedziałam, że gdzieś tam jest, gdyż słyszałam jak protestuje.
-Nie zabierzesz jej stąd Markusie. Prędzej zginę.-krzyknął anioł. 
-Jak sobie życzysz Dagonie-odparł chłopak.
Spojrzałam z przerażeniem na Markusa, który podchodził do mnie leniwym krokiem. Patrzył na mnie, jakby właśnie miał otrzymać jakąś niewyobrażalną nagrodę. Kucnął przy mnie i zbliżał swoją dłoń do moich włosów. Próbowałam mu nie dać tej satysfakcji, ale niestety byłam zbyt słaba, żeby się odsunąć. Spoglądał na mnie i wiedziałam, że on już wygrał. Jeden z jego sług, chciał właśnie zabić Victorię, ale Markus go powstrzymał gestem ręki. Powiedział do niego:
-Zostaw ją, może się jeszcze przydać. Mamy to, po co przyszliśmy-spojrzał na mnie i zaczął głaskać mnie po włosach i powiedział-Niedługo wszystko zrozumiesz kochanie, zobaczysz, jeszcze będziesz mi dziękować.
-Wątpię-odparłam resztkami sił.
Potem zobaczyłam, jak biegnie do nas Dagon, ale za późno o kilka sekund. Markus pstryknął palcami, a my znaleźliśmy się w jakimś innym miejscu, który przypominał pałac, ale mroczny. Miałam właśnie krzyczeć, ale w tedy zobaczyłam ogarniającą mnie ciemność ze wszystkich stron. Zemdlałam.
*********************************************************************************
I jak wam się podoba? Proszę o komentowanie postów. Do zobaczenie. Elena:*

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 1

   Czasy obecne: Paryż

Izabella

Zbliżał się koniec roku szkolnego. Miałam w tym roku jechać na wakacje z rodzicami do Włoch. No cóż zawsze chciałam tam pojechać i w końcu moje marzenia się spełniają. Jednak, aby pojechać na moje upragnione wakacje, muszę zdać ostatni test  w mojej szkole z internatem w Liceum Saint Joseph. Na szczęście jest to egzamin z historii, więc pójdzie gładko. Przynajmniej mam taką nadzieję. Pani Lautier to najlepsza nauczycielka w całej szkole. Uważa mnie za najlepszą uczennicę jaką kiedykolwiek uczyła. Gdy weszłam do sali, gdzie był przeprowadzany egzamin zobaczyłam Diego - syna dyrektora liceum. No więc był to najprzystojniejszy chłopak w całej mojej klasie. W sumie to moim zdaniem wygląda, jak anioł z tymi swoimi złotymi włosami i błękitnymi oczami. Jest moim najlepszym przyjacielem od dziecka. Zawsze chciałam powiedzieć mu co do nie go czuję, ale nigdy nie zdobyłam się na odwagę. I nigdy się nie zdobędę. Boję się odtrącenia i nie chcę zniszczyć tego co mam, chociaż moja przyjaciółka oraz współlokatorka pokoju Victoria mówi mi, że powinnam mu podpowiedzieć że mi się podoba (i to bardzo). Niestety nie wiem co powinnam zrobić. w końcu jestem tylko zwyczajną dziewczyną, a on synem dyrektora i sławnej aktorki. Diego utkwił swój wzrok na mnie jakby zastanawiał się co zrobić. Umówiliśmy się z Victorią że po egzaminie pójdziemy do naszej ulubionej kafejki. Gdy zajęłam miejsce w ławce nauczycielka rozdała arkusze i mieliśmy czas półtorej godziny na rozwiązanie zadań. Ja skończyłam w pół godziny wcześniej. Pani Lautier podeszła do mnie i zapytała się czy chcę już oddać arkusz odpowiedziałam szeptem aby nie przeszkadzać reszcie uczniom. Wyszłam z klasy i poszłam do biblioteki aby poczytać sobie co nie co o dawnych legendach angielskich. Po piętnastu minutach Diego i Victoria pojawili się w bibliotece i razem wyszliśmy ze szkoły jutro będziemy się pakować i wyjeżdżać do domu. Victoria mieszka w Pantin ale mam zamiar pojechać do niej na tydzień po powrocie z Włoch. Wchodząc do kafejki zobaczyłam pewnego mężczyznę który był ubrany w czarny strój, który zasłaniał mu prawie wszystko oprócz głowy. Na dłoniach miał czarne skórzane rękawiczki. Gdy odwrócił się zobaczyłam jego twarz. w tedy się wystraszyłam. Wyglądał dokładnie tak jak z mojego snu, w którym ratuje mnie przed jakimś potworem. Pamiętam jeszcze, że we śnie występował jeszcze ktoś, ale niestety nie pamiętam kto. Mężczyzna patrzył na mnie uważnie swoimi błękitnymi jak niebo oczami. Na jego czole pojawiła się zmarszczka, ale znikła tak samo szybko, jak się pojawiła. Diego zaproponował, że weźmie nam menu, a my za ten czas miałyśmy znaleźć miejsce dla nas. Gdy w końcu znalazłyśmy miejsce przy oknie Vici nie wytrzymała i zapytała się mnie z niezadowoleniem w głosie:

-Do diaska, Izabello co to wyprawiasz?

-Nie wiem o czym mówisz, Vici?- zdziwiłam się nagłym wybuchem przyjaciółki.

-Och, dobrze wiesz o czym mówię Bello!- krzyknęła - Dlaczego nie chcesz wyznać Diego, że on ci się podoba?! Przecież widać, że on coś do ciebie czuję!

Spojrzałam w stronę Diego, ale nie widziałam go nigdzie w pobliżu. Byłam tą sytuacją trochę zdziwiona, ale możliwe że jego tata do niego zadzwonił i musiał odebrać. W tedy zobaczyłam jak Diego wbiega do kafejki i szuka nas wzrokiem. Gdy nasze spojrzenia się stykają i widzę na jego twarzy wyraz ulgi. Podbiegł do nas szybko i zabrał nas pod ramię i zaczynał nas wyprowadzać z kawiarni.

-Musimy już iść.

-Ale dopiero co przyszliśmy tutaj.- zaprotestowałam i wyplątałam się z jego uścisku.

-Izabello, później ci wszystko wytłumaczę, ale teraz proszę chodź z nami bo tutaj nikt nie jest bezpieczny - spoglądał za siebie tak jakby miały wyskoczyć jakieś potwory, ale jak zaledwie o tym pomyślałam do kawiarni weszły trzy zakapturzone postacie. Były ubrane w czerwone, jak krew płaszcze. Wyglądali dokładnie tak jak w moim koszmarze. Zobaczyłam jak spoglądają w naszą stronę. Jeden z nich utkwił we mnie wzrok. W tedy spojrzałam na Diego, który był cały spięty. Spojrzał na Vici i coś powiedział do niej, ale nie zrozumiałam co. Ona kiwnęła głową i podeszła do mnie i powiedziała:

-Izabello musimy stąd wyjść i to natychmiast!

Pociągnęła mnie w stronę  stronę drugich drzwi ale i w nich nagle pojawiły się zakapturzone postacie. Zostaliśmy otoczeni.  Vici wyglądała na niezadowoloną, ale nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam się przyjaciółki:

-O co w tym wszystkim chodzi?

-Bello nie czas na wyjaśnienia, musimy stąd uciekać i to zaraz.-w tedy spojrzała za siebie i znalazła chyba tego czego teraz potrzebowała bo na jej twarzy pojawił się uśmiech satysfakcji.-Szybo Bello, musimy ukryć się w łazience.-i pociągnęła mnie w tamta stronę. Nie protestowałam. Wiedziałam co zaraz się stanie. Postacie zdjęły kaptury i zobaczyłam ich twarze, ale tylko jedna osoba była mi znana, a był to Markus nasz kolega z klasy. Wwiercał w mnie swój wzrok czarnych, jak onyks oczu. Gdy byłyśmy w połowie drogi do łazienki, nagle usłyszałam jego rozkaz do jego towarzyszy.

-Przyprowadźcie naznaczoną do mnie, a pozostałych-spojrzał na mnie intensywnie i dokończył polecenie-zabijcie.

W tedy Diego zmienił swoją postać w ... Anioła! Victoria wepchnęła mnie do łazienki i zamknęła za sobą drzwi. W tedy o mały włos nie zostałaby trafiona sztyletem w głowę. Moja przyjaciółka odsunęła się od drzwi i wymamrotała jakieś słowa, W tedy sobaczyłam jak otacza nas bariera ochronna przez którą nie można się przedrzeć. W tedy spojrzała na mnie i powiedziała:

-Dobra Izabello, chyba jestem ci winna wyjaśnienia.

-Nie wątpię-odparłam spoglądając na moją przyjaciółkę "czarownicę".

*****************************************************************************

I jak podoba wam się? Przepraszam, że tak długo nie pisałam ale mam nadzieję że wam to niedługo zrekompensuję :) Do usłyszenia niedługo. Pa :*